• English
  • Polish
 home.png strona domowa
kontakt.png
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

Nowy Numer

 

RYNKI ALKOHOLOWE
Nr 10 (271)
październik 2017

   rynki-10-2017.jpg
 
Paleta, czyli kwadratura koła Drukuj Email
spis-4.jpgZwykła paleta, kilka desek i trochę gwoździ. Ten niepozorny przedmiot, niezbędny przy każdej dostawie, zaczyna urastać do rangi wielkiego problemu. Problemu, którego nikt nie widzi. A może nie chce widzieć?

Przypadek 1.
Z fabryki X wyjeżdża ciężarówka pełna towaru. Po kilku godzinach trafia do dużego centrum logistycznego. Tam po przeładunku towar rozjeżdża się do kilku hipermarketów. Fabryka X od 1 listopada 2007 roku realizuje dostawy wyłącznie na certyfikowanych paletach. Towar trafia do hipermarketu na południu Polski. Po kilku godzinach, przyjmujący dostawę magazynier wpisuje na liście przewozowej, że towar dostarczono na paletach niecertyfikowanych. W tej sytuacji palety uznawane są za jednorazowe. Zgodnie z warunkami dostaw „jednorazówki” nie podlegają zwrotowi. Mimo to, oryginalne palety trafiają ponownie na ciężarówkę. W drodze powrotnej kierowca sprzeda je w skupie. Dolę ze sprzedaży kradzionych palet zapłacił już wcześniej magazynierowi. Zyskiem podzielili się po połowie.

Przypadek 2.
Z fabryki Y wyjeżdża ciężarówka pełna towaru. Dostawę załadowano na palety jednorazowe. Fabryka przez kilka miesięcy traciła spore sumy, kupując palety certyfikowane. Dostawy na jednorazówkach też powodują straty. Mimo to, zarząd podjął decyzję o kupowaniu palet jednorazowych. Są tańsze, więc firma traci mniej pieniędzy. Zgodnie z warunkami dostaw odbiorca zatrzyma jednorazówki. Właściwie powinien je oddać do utylizacji, by ich funkcja była zgodna z nazwą. Oczywiście nie uczyni tego, bo w Polsce nie ma przepisów ani instytucji, które mogą wyegzekwować utylizację „jednorazówek”. Dzięki temu odbiorca zarobi w tym roku dodatkowe kilka milionów złotych.

Przypadek 3.
Ciężarówka z dostawą trafia do dużego centrum logistycznego. Kierowca musi oddać kluczyki i dokumenty samochodu. Po kilku godzinach odbiera auto. Cieszy się, jeśli rozładowano je prawidłowo, bo na pace było kilka palet towaru dla innego klienta. Jest dobrze, jeśli nic nie zginęło. Na wymianę, w miejsce oryginalnych palet dostał podróbki. Ale co może zrobić? Wie, że i tak nic nie wskóra, walcząc o wymianę. Ostatnio z kabiny zginęło mu kilka płyt kompaktowych. Usłyszał, że jak mu się nie podoba, to następnym razem nie przyjmą go wcale, „bo podskakuje”. Trzeba jechać dalej.

Niechluje w sejmie
Policja rozkłada ręce. Właściwie nie ma przestępstwa dopóki nikt go nie zgłosi. Wszystkiemu są winne przepisy. Nie można udowodnić, że palety są kradzione, więc nie można stwierdzić, że właściciel skupu palet jest paserem. Zresztą, nawet gdyby ktoś złapał kierowcę lub magazyniera za rękę, to wartość pojedynczej kradzieży jest tak mała, że wystarcza zaledwie na wykroczenie, a nie na sprawę karną. Tymczasem straty idą w miliardy złotych. Policjanci śmieją się z nowej ustawy. Ustalono, że oryginalna paleta musi mieć pewne cechy. Dlatego Wydział Przestępstw Gospodarczych szuka wytwórców „podróbek”. Takich, na których naniesiono znaki EUR lub EPAL nielegalnie. Jednak tu także ustawodawcy się nie popisali. Jeśli podrobione znaki certyfikacji zostaną zamazane farbą, to automatycznie „podróbka” jest traktowana jako paleta jednorazowa. To tak jakby na pirackiej płycie DVD zamazać hologram i uznać, że to płyta jednorazowa za pół ceny. Policja i celnicy kontrolują skupy, ciężarówki, magazyny. Wciąż odnoszą sukcesy w wykryciu „podróbek”. Ale każdego dnia przechodzą obojętnie obok pomazanych farbą palet, bo zgodnie z prawem nie ma w tym znamion przestępstwa.

Kto na tym zarabia?
W Europie nikt nie zwraca uwagi na znaki umieszczone na paletach. Jest kilka firm certyfikujących i nikomu nawet nie przychodzi do głowy, że palety można podrabiać lub kraść. W Polsce jest inaczej. Setki tysięcy „jednorazówek” codziennie zmieniają właścicieli. Właściwie należy zadać pytanie, kto na tym traci? Po pierwsze producenci, którzy muszą kupić palety. Kupują, wiedząc, że i tak są one kosztem dostawy. Zaczynają więc wliczać koszt palet w cenę produktu, tak jak transport i opakowania. Nic więc dziwnego, że wszystko drożeje. Na pierwszy rzut oka problem można rozwiązać szybko. Tylko, że do tego trzeba chęci. I co najtrudniejsze, chęci wszystkich. Tymczasem, ani odbiorcy, ani firmy logistyczne nie chcą wziąć odpowiedzialności za uporządkowanie rynku. Po co? Niech to zrobią inni. Zresztą przy okazji bałaganu zarabiają sporo pieniędzy.

Kwadratura koła
Rozwiązania nie widać, choć wydaje się proste i logiczne. Wystarczy uznać, że „jednorazówki” zakończyły swój żywot. Ale wtedy okaże się, że zbyt mała ilość podmiotów certyfikujących kwalifikuje ich do miana monopolistów. Certyfikowana paleta ma jednak sporą przewagę nad „jednorazówką”. Oryginalna paleta zwana potocznie „europaletą” odpowiada surowym normom jakościowym. Ma odpowiednią grubość desek, gwoździe są rozmieszczone według pewnego wzoru. Wszystko po to, by zagwarantować bezpieczeństwo towaru i ludzi. Ze względu na niską jakość, „jednorazówki” nie powinny być użytkowane w magazynach wysokiego składowania. Na razie nikt nie zwraca na to uwagi. Towar na wątłych deseczkach ustawiany jest wysoko nad głowami klientów w sklepach Casch & Cary. Do czasu. Pewnego dnia słaba paleta spadnie z półki, zabijając lub kalecząc kilku klientów. Wtedy dopiero rozpocznie się szukanie winnych. I jak to zwykle w Polsce bywa, winnym „jednorazowego” produktu stanie się jednorazowo „Bogu ducha winien” magazynier. Będzie mowa o tym, że nie dopilnował. I jak to zwykle bywa, temat zostanie zamieciony pod dywan, byle się wynik finansowy zgadzał.

Przemysław Semczuk

Rynki Alkoholowe, 3/2008

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
     

 

© 2017 Rynki Alkoholowe