okl 2021 03


okl 2021 02

 

Whisky i bourbony są trzecią największą kategorią alkoholi mocnych w sklepach małoformatowych o powierzchni do 300 m2, wciąż jednak o wiele mniej znaczącą niż wódki czyste czy smakowe. Whisky jest postrzegana jako bardziej ekskluzywny alkohol i choć konsumenci coraz częściej sięgają po niego przez cały rok, wciąż najwyższe wzrosty sprzedaży tego trunku notuje się w okresie świąt Bożego Narodzenia – w grudniu sprzedaż jest o ponad 50% wyższa niż w pozostałych miesiącach. Z danych CMR wynika, że w ostatnich latach systematycznie rośnie dostępność whisky – w 2017 r. roku tę kategorię można było spotkać w ok. 60% sklepów, a już pod koniec 2018 r. trunek ten miało w ofercie 7 na 10 sklepów. W sklepach małoformatowych do 300 m2, gdzie o miejsce na wąskiej półce whisky musi walczyć z wódką, konsumenci średnio mogą znaleźć 8-9 wariantów tego trunku.

Magdalena Brzezińska, kierownik Działu Spraw Korporacyjnych w Grupie Żywiec S.A., odpowiadała na pytania Marcina Burzyńskiego

— Na polskim rynku mamy trzech dużych producentów piwa. Liderem to Kompania Piwowarska, drugie miejsce zajmuje Grupa Żywiec, a podium uzupełnia Carlsberg. Czy zmiana tego układu sił jest w najbliższych latach możliwa?
Rynek piwa w Polsce w ostatnich latach bardzo się zmienił. Nie bez przyczyny mówimy o rewolucji. Wzrosła dynamicznie zarówno liczba browarów, jak również liczba piw dostępnych w ofercie i wprowadzanych każdego roku nowości. O ile liderami rynkowymi pozostają duzi producenci, to wciąż przybywa małych browarów, a te, które już są na rynku od kilku lat inwestują, nierzadko w stałe warzelnie zamiast kontraktowych. Myślę także, że zauważalną zmianą na rynku był zakup przez Grupę Żywiec S.A. w kwietniu tego roku 100% udziałów w Browarze Namysłów Sp. z o.o. Co się będzie działo na rynku w przyszłości? Z pewnością będziemy widzieć coraz więcej różnorodności w ofercie produktowej, bo tego oczekuje konsument, który poszukuje nowych smaków. Świadczy o tym choćby sukces radlerów, specjalności czy piw bezalkoholowych. Mieliśmy bardzo duży udział w tworzeniu tych nowych segmentów rynku.

Okres wakacyjny sprzyja sprzedaży takich kategorii alkoholu, jak cydry czy gotowe drinki niskoprocentowe (RTD). Alkohole te charakteryzują się lekkością, świeżością, a to sprawia, że są idealne w upalne wieczory. Właśnie w miesiące letnie konsumenci najchętniej sięgają po te trunki.

Z badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) wynika, że bezspornie jako alkohol są traktowane wódka (wg 88% Polaków) i whisky (wg 82% ogółu społeczeństwa). Zdecydowanie mniejszy odsetek Polaków uznaje jednoznacznie za alkohol wino (53%), piwo (46%), piwo smakowe (35%) oraz cydr (29%).

W ostatnich latach furorę w sklepach małoformatowych robią lżejsze i smakowe warianty piw. Wyraźnie widać to w szerokości oferty, bo w przeciętnej placówce małego formatu tego typu produkty zajmują już prawie 1/3 miejsca na półkach i w lodówkach z piwem. W czerwcu 2019 r. klienci poszukujący piw o obniżonej zawartości alkoholu lub z dodatkami smakowymi mieli do wyboru ponad 35 wariantów, z czego większość stanowiły radlery, czyli mieszanki piw z innymi napojami.

Monika Bierwagen, prezes spółki Cydrownia JRBB, odpowiadała na pytania Marcina Burzyńskiego

— Dobry cydr – co to oznacza?
Taki, który zrobiony jest z polskich jabłek – moszczu jabłkowego. Kiedy się go pije, to smakuje. Kiedy się kończy, to z radością ponownie po niego sięgamy, z pełnym przekonaniem polecamy znajomym. Od razu podpowiem: nie może kosztować tylko tyle, co piwo, ale powinien cały czas poniżej ceny wina.

— Czy polski konsument dojrzał już do cydru?
Jest on wręcz idealnym dla cydru. Polacy pozytywnie reagują na trendy lekkich alkoholi. Cydry takimi są, a lokalne pochodzenie produktu wskazuje się jako najważniejszy motywator zakupowy. Poza tym bardzo lubimy nowości. Jabłko, czyli główny surowiec cydru, to bardzo sentymentalny owoc dla Polaków. Jesteśmy jako kraj pierwszym producentem jabłek w Unii Europejskiej i trzecim na świecie.

Mariusz Kapczyński rozmawia z enologiem Piotrem Stopczyńskim.

Piotr Stopczyński – wykształcony w Stanach Zjednoczonych enolog. Studiował w Napa Valley College oraz na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis. Doświadczenie zdobywał od 2002 r. w uznanych winiarniach, m. in. w Domaine Chandon, Charles Krug, Napa Wine Company, Waterstone Winery oraz Diamond Oaks Winery. Po powrocie do kraju zaczął produkować rodzime wina. Dziś jako enolog doradza, konsultuje, podróżuje po całej Polsce. Mojemu spotkaniu towarzyszyła degustacja win z winiarni, w których Piotr jest konsultantem.

— Piotrze, jeździsz po niemal wszystkich zakątkach Polski, doradzasz, edukujesz, konsultujesz. Ale czy Ty w ogóle lubisz polskie wino?
Lubię je i mam w związku z tym coraz więcej pracy.

— Polskie wino to w tej chwili temat bardzo modny i nośny. W kontekście jego rosnącej popularności, jak oceniasz stan polskiego winiarstwa? W jakim momencie jesteśmy? Jest się z czego cieszyć?
Na pewno zaczyna się już zgrywać, nazwijmy to – nuta patriotycznej ciekawości –czyli to, co towarzyszyło winom od powiedzmy 2008 r., kiedy polskie wina trafiły do oficjalnej sprzedaży. Polacy bardzo byli tego ciekawi, bo po pierwsze – pojawił się nowy, nieco „egzotyczny” produkt, po drugie – był to ceniony produkt lokalny. Ważna jest kwestia ceny – polskie wino ciągle pozostaje drogie. Koszty związane z założeniem winnicy, inwestycja w winiarnię, cały sprzęt, to chyba największa bolączka branży. Co do jakości win, które pojawiają się na rynku, to jak najbardziej mieścimy się w rejestrach dokonań Europy Środkowo-Wschodniej. Śmiało możemy rywalizować z naszymi sąsiadami.

temat 03


degustacja banner